czwartek, 13 września 2012

Wyzwaniowo, po raz pierwszy

Jak daleko sięgam pamięcią, nigdy nie wzięłam udziału w wyzwaniu. Czasem nawet udało mi się coś na takowe przygotować, ale - jak to z fotograficznym leniem bywa - nie doczekało się to nigdy zgłoszenia, publikacji - czyli wszystkiego co z takim wyzwaniem się wiąże.

Teraz, niemalże rzutem na taśmę, zrobiłam sobie zakładkę do książki - rzecz szalenie przydatna, z zadziwiająca skłonnością do "zapodziewania" się. A na scrapki-wyzwaniowo zaproponowano, aby jednak zamienić stare bilety, skrawki gazety na porządną, nieprostokątną (to kluczowe przesłanie :) zakładkę.

Taką oto poczyniłam. Zakładka jest jedna, ale o zmiennym obliczu. Ot, taka kobieca buteleczka:


  








piątek, 31 sierpnia 2012

strzałki, strzały i strzałeczki

... do koloru, do wyboru - czyli nieograniczone możliwości stemplowe :) 

Wiadomym jest, że w każdej osobie, która odkryła w sobie choć odrobinę artystycznej duszy, zmienia się postrzeganie świata. Śrubka traci swoje walory użytkowe, bandaż przestaje być materiałem opatrunkowym, a metka od spodni już nigdy nie trafia do kosza. Papierowe serwetki muszą mieć odpowiedni nadruk, wybielaczem do tkanin można postarzyć metal a folią aluminiową owijamy literki a nie kurczaka przed pieczeniem.

Skutkiem tego każda wizyta np. w sklepie budowlanym staje się potencjalnie źródłem kolejnych inspiracji. Tym razem trafiło na gumę - właściwie nie wiem do czego jest wykorzystywana w oryginale - u mnie posłużyła do "produkcji" pieczątek. Nie wiem jaka będzie ich trwałość - guma wygląda porządnie, więc może się za szybko nie "zużyją".

Gdyby ktoś chciał skorzystać z tego pomysłu, pod spodem kilka zdjęć jak robiłam swoje stemple. W przypadku dodatkowych pytań - służę pomocą.












czwartek, 30 sierpnia 2012

I po wakacjach..., tych blogowych też :)

Chyba powinnam zacząć: "ależ mam blogowych zaległości itp, itd...". Zastanawiam się skąd te przestoje... Przyczyn oczywiści - w takich przypadkach - można by wskazać kilka. 

Poczynając od tego, że nie ma się nic do powiedzenia albo nic do pokazania. Najczęściej pada w takim momencie wyjaśnienie "jestem taka zagoniona/zabiegana/zarobiona/...wstawić dowolne". Aparat mi wysiadł, wirus zjadł dane z dysku, kawą zalałam prace (a tu akurat efekt mógłby być ciekawy). No więc cała masa wymówek, wyjaśnień, tłumaczeń - tylko czy ma to jakiekolwiek znaczenie???

Gdyby to jednak kogokolwiek interesowało, ja mogę się tłumaczyć fotograficznym lenistwem :D Ha, bo nie jest tak, że nic nie robię; mam też wiele do powiedzenia (gdyby ktoś chciał poznać moje stanowisko w różnych sprawach, zapraszam, pytajcie :) ostatnio próbowałam na własny użytek zdefiniować czym jest "obgadywanie" - okoliczności są nieistotne - ale takie mnie nachodzą pseudo filozoficzne przemyślenia; z czasem u mnie również nie najgorzej... (ostatnio trochę gorzej, bo byłam na dłuuuugich wakacjach). Zatem problem leży w w czystym lenistwie, bo do ładnego zdjęcia trzeba: poczekać na odpowiednie światło, cyknąć zdjęcie, podłączyć aparat do kompa - po czym odłączyć i wyjąć kartę do czytnika, po tym gdy po raz kolejny aparat nie współpracuje z pc-tem, zgrać zdjęcia, obrobić, poprzycinać uff... tyle tego...

A w między czasie tak wiele się dzieje! Był zlot w Warszawie (to wszyscy wiedzą), był weekend craftowy we Wrocławiu (super weekend, super ludzie i w ogóle), były wymarzone warsztaty fotograficzne w Borach Tucholskich (super spędzony czas z Kasią z Farbiarnii) no i oczywiście wakacje w... Mecce Scraperów (guess where :).

Ze wszystkim będę się powoli dzielić (w tym moimi "wynalazkami" i ciekawostkami z za Oceanu), choć moje motto na nowy rok szkolny to przede wszystkim "BYĆ NA CZASIE"

Aha, i zanim trochę tego co tam jednak robiłam sobie w ukochanym kącie, kolejne, ważne spostrzeżenie. Nie Muszę Z Niczego Rezygnować!!! Jeszcze do niedawna wydawało mi się, że muszę się zdecydować: albo robię LOs, arbo strony w Art Journalu, albo decyduję się na prace na kanwie, albo kartki, albo papiery, albo farby, albo..., albo... I nagłe oświecenie! Jeśli tylko mam ochotę, to mogę robić Co Tylko Zechcę - tak długo jak sprawia mi to frajdę, zależnie od nastroju i co tam jeszcze ma znaczenie! Myśl ta zapewne nie jest obca wielu z Was, dla mnie  jednak była niczym objawienie.

No to teraz krótki przegląd twórczości (na początku warsztatowo - czyli z potrzeby socjologicznej:)

Po warsztatach u Cynki:


Po warsztatach u Wolfann:

  

Po warsztatach u Finn:
 
  

  

A teraz domowe zacisze (a i tak nie całe): 






 






Dla wytrwałych - xo, xo, xo

sobota, 5 maja 2012

drobne podsumowanie

Mijający weekend to czas, który CHCĘ podsumować. Podsumowanie jest dla mnie tak fantastyczne, że nie mogę sobie odmówić tej przyjemności :) Zatem weekend kończy się:

  • czterema dużymi scrapami,
  • jednym obrazkiem 20x20 - może trafi na biurko męża do pracy??
  • i 1 i 1/2 stronami w moim artjouralu.

Jak sięgam pamięcią w tak krótkim okresie czasu nie zrobiłam nigdy tak wielu pracy - i to nie było założenie, że idę na ilość, tylko dla mnie to była sama przyjemność z tworzenia, zatem śmiało mogę powiedzieć, że to była tylko jakość:)

Mam nadzieję, że weekend minął Wam równie cudownie! Bo za cudownością może się kryć wiele rzeczy - dla mnie tym razem to była czysta przyjemność z tworzenia. 

A zatem na podsumowanie, uzupełnienie ewidencji weekendowych prac:
 
Miki w jesiennej odsłonie 




Odlatujący wraz z balonami Kuba :)




I na koniec "O północy w Paryżu" - czy jest ktoś, kto jeszcze nie widział tego filmu? Ja obejrzałam go zdecydowanie za późno, ale nie na tyle późno, żeby nie zdążyć się w nim zakochać :) (na końcu tył okładki mojego journala).




czwartek, 3 maja 2012

Nie do powtórzenia

...taki weekend jak ten zdarza się raz w życiu! zostałam sobie w domu sama, samiuteńka - bez dzieci, męża, obowiązków, planów... dzień toczy się tam, gdzie wiatr zawieje! kończy się tuż przed świtem, zaczyna, gdy ptaki za oknem rozćwierkają się na całego...

...to jest mój czas, który spędzam gdzie???? chyba nie trudno odkryć, że za scrapowym stołem! myślałam, że uda mi się kogoś do tego scrapowego stołu zaprosić, i nie rozmawiać o pracy, o dzieciach, o polityce, tylko grzebać w przydasiach, kleić, psikać... weekend majowy nie okazał się jednak zbyt dobrym czasem na takie spotkania, albo zwyczajnie ja mam pecha, albo... hmm

what ever - to miał być czas na craftowanie i tak właśnie jest. śniadanie przy scrapach, kawa przy scrapach, obiad przy scrapach, na kolację szkoda czasu... i jest cudnie!

a oto dowody:












A w tak zwanym międzyczasie:
  • testuję drukowanie na tkaninie (brak wydruków laserowych do transferów zmusił mnie do poszukiwań - i udało się!!); 
  • rozpracowuję zakamarki photoshop'a;
  • czytam/testuję "Sekrety mistrza fotografii cyfrowej";
  • ubieram krakowskiego Anioła :)
  • podglądam Wasze blogi...
... czy można mieć bardziej twórczy tydzień?? Ja takiego nie potrafię sobie wyobrazić!

... ach ...